|

Na probę jednego z kolegów zamieszczam przepis na wiosennego streamera autorstwa Jacka Jóżwiaka.
Kręćmy po imieniu Lookin' Maraboo Mój puchowiec – całą ich serię nazwałem sobie Lookin' Maraboo i zawiązałem ich kilka na wczesne kropkowańce – jest troszkę inny od zaproponowanego ostatnio przez Szymona na WCWI. To znaczy może trochę inaczej – nieco inaczej, bardziej "na leniwca" formuję tułów muchy, natomiast pracowicie formuję i wykańczam główkę streamera. Wiążę także na tułowiu palmera (jeżynka na całej długoci tułowia) z siodłowego piórka koguta wyrwanego z kapki Metza - 90 zł szt., za to wystarczy na kilka lat i całkowicie zmieni poglądy na rolę jakoci materiałów przy kręceniu sztucznych muszek... Z palmera tego można po prostu zrezygnować, albo zawiązać go z 2. czy 3. częci z piórek szyjnych lub siodłowych koguta wyrwanych z kapki indyjskie czy chińskiej. Puchowce to streamery nadzwyczaj praktyczne i łatwe do zawiązania. To głównie za ich sprawą (także za sprawą much tubowych) klasyczne, przepiękne i złożone muszki łososiowe wyparte zostały do sal wystawowych, gablotek, oprawione w ramki... Zarówno proste puchowce, które zawiązać można błyskawicznie nawet nad rzeką, jak i takie, które ja sobie wiążę opętany manią zatopionego w epoxy oczka, są znakomitą przynętą na zimowe pstrągi tęczowe i od stycznia lub lutego dostępne potokowce. Na nizinach można nimi pustoszyć stadka okoni, podczas wezbrań cigać jazie, na przelewach prowokować klenie. Technika prezentacji typowa dla streamerów – podawane na tonącym sznurze lub przynajmniej na bardzo długim przyponie tonącym i spławiane w dobrze rokujące stanowiska są potem różnej długoci odcinkami ciągane w stronę wędkarza. Obciążanie ich lametą ołowianą i spinningowanie nimi nie ma nic wspólnego z streamerem. Muchy te znakomicie pracują niemal wyłącznie bez obciążenia. Co prawda, także ja sam stosuję niekiedy cynowe oczka tuż przy oczku haka, ale ciężarek ten nie odgrywa roli "rzutowej", obciążenie jest bowiem nieznaczne i równie niewielkim stopniu wpływa na "pracę" muchy, powodując jedynie odmienne jej zachowanie podczas przerw w ciąganiu. Tu kilka słów wyjanienia dla tych, którzy mają w planach muszkarską przygodę. Otóż należy całkowicie porzucić tzw. spinningowe mylenie. Obciążenie muchy to dla muszkarza nie tylko wyjcie mniej honorowe, ale wręcz utrapienie podczas podawania muchy w łowisko i w trakcie jej prowadzenia. Sednem tej metody połowu jest sznur. To on podaje wabia na pożądaną odległoć, to jego rolą jest utrzymywanie muchy na odpowiednim poziomie podczas jej prezentacji. Im lżejsza jest (w sensie masy) przynęta, tym łatwiej się wykonuje rzuty i tym pełniej wykorzystuje się wybrany rodzaj sznura oraz przypon. Muchy zostają "wymylone" włanie w taki sposób, materiały dobierane są w ten sposób, aby jak najlżejsza muszka: a. znakomicie prezentowała się w wodzie, na wodzie... b. aby w powietrzu (przy rzucie) i w czasie ciągania w wodzie nie zachowywała się jak migło i nie skręcała żyłki przyponu. I to na tyle wyja?nień dla kolegów spoza branży... No to kolej na "przepis" na moje "gapiące się marabuty"... I najpierw rzut ogólny na stanowisko mojej zabawy z muszkami... 
Przed zawiązaniem każdej muszki nieodmiennie wykonuję krok zerowy. Przygotowuję absolutnie wszystko, co do jej wykonania jest mi potrzebne i mam to pod ręką. 
- Pióra marabuta wybranego koloru,
- piórko siodłowe koguta na palmera,
- kawałeczek srebrnej płaskiej lamety (tu korzystałem z plecionej "tasiemki" Uni-French) na owijkę,
- bobinka z nicią wiodącą (czarna Uni 6/0) i druga z "grubszym" Uni-Nylonem do formowania główki,
- Head Cement i Head Finish firmy Loon do utrwalania węzłów i wykańczania główek. U większo?ci kolegów tę rolę spełnia z powodzeniem szelak, w tym wypadku tzw. jasny.
- No i modelarska, dwuskładnikowa żywica 5 minutowa...
Krok 1. Nawinięcie na wydłużony trzon haka streamerowego (tutaj Akita AK-307 #4) nici wiodącej. Uwaga - zawsze przed tą operacją delikatnie szelakuję trzonek haka. 
Krok 2, 3, 4. Formowanie tułowia: Podstawow? zasadą jest przywi?zanie przy kolanku haka wszystkiego co się tylko da zaraz na początku. Kolejnoć jest odwrotna do kolejno?ci wykorzystania poszczególnych elementów w dalszych krokach. Niemal zawsze zaczyna się od owijki i po kilkunastu zawiązanych muszkach ta czynnoć staje się odruchem. W tej konkretnej jako drugie wiązane jest piórko póżniejszego palmerka (oba elementy na ilustracji 1), a na końcu piórko marabuta, z którego zostanie zawiązany ogonek i uformowany tułów (ilustracja 2 i 3). 
Korzystam z niezłej klasy piórek marabuta o doć miękkiej stosinie, więc mogę sobie pozwolić na odrobinę lenistwa i zamiast pracowicie kręcić dubbing, najzwyczajniej w wiecie okręcam stosinkę wokół trzonka. Tworzy się potworny bałagan (fot. 2), który można błyskawicznie uporządkować nicią wiodącą "przewiniętą w tę i nazad (fot.3). I tu kolejna uwaga dla początkujących - naturalnym kierunkiem dla zawiązywania nici wiodącej jest ruch "od siebie" (liczy się moment przewiązywania nad trzonem). Kolejną zasadą jest, aby kolejny element zawiązywany był na odwrót, co pozwala na samoistne, wzajemne wzmacnianie się konstrukcji nawet najbardziej skomplikowanej i wieloelementowej muszki, bez klejów, dodatkowych przewiązek i motań... Jeden z moich przyjaciół zawsze mi powtarzał, że muchy najlepiej wiązać po furmańsku: raz odsie, raz ksobie. Taka mnemotechnika pozwalająca na wrycie sobie raz na zawsze w pamięć tej regułki wiązania... Krok 5. Zawiązanie owijki. W myl powyższego, skoro tułów formowało się nicią wiodącą "odsię", to owijkę wi?że się "ksobie", łapie się ją nicią wiodącą. Potem wraca się nicią do łuku haka, gdyż nicią wzmacniany będzie palmer wiązany w kolejnym kroku. Furmańska zasada pozwala na ten powrót "po czarnym", bez przecinania nicią srebrnej owijki, czyli przydaje się bez dwóch zdań. Gdyby o tym zapomnieć, czarna nić paskudnie odznaczałaby się na srebrze. Gdyby jednak to się zdarzyło, to nie trzeba się załamywać - wystarczą dwa półwęzły, ich zaciągnięcie i można nić zawiązywać nietypowo, czyli "ksobie" i na owijce nie zaznaczy się obrzydliwa skaza. 
Krok 6. Zawiązanie palmera. I znów po furmańsku – kończyło się powrotem nici wiodącej do kolanka, więc jeżynkę trzeba wiązać do siebie. I znów korzyć ze stosowania tej zasady, to ten sam kierunek, w którym wiązana była owijka, więc można palmera zawiązać "po czarnym" i pozostawić w punkcie przywiązania ciężarem zwisających szczypiec do jeżynek. 
I teraz jeszcze jeden "tips" wiązacza - je?li nić wiodąca pozostanie w przeciwnym końcu haka, niż jest punkt "przyłapania" jeżynki wiązanej "do siebie", to naturalnie wiązana nić będzie "przecinać" jeżynkę. Ale jako że chodzi w tym kroku o jej przytwierdzenie do tułowia, składa się znakomicie. Czyli zasada o naprzemiennych kierunkach wiązania kolejnych elementów znów sprawdza się wspaniale. I dwa zdanie o palmerze - należę do szkoły twierdzącej, że krótkowłosy palmer znakomicie stabilizuje lot lekich, niesymetrycznych much i zapobiega skręcaniu się żyłki przyponowej. Czy tak jest naprawdę, nie wiem, ale że wyznawcą takiej opinii był mój przedwieczny guru, ten, który wpił mi tę furmańską zasadę. Więc ja też jestem. I sprawa kolejna - palmer ZAWSZE musi być przewiązany, w innym wypadku mucha staje się jednorazowa - po pierwszym braniu nadaje się jedynie do cięcia z haka. Krok 7. Przywi?zanie skrzydełka. Rzecz najprostsza podczas korzystania z piór marabuta. Ja po prostu odcinam końcówkę obfitego piórka, przykładam lewą ręką do tułowia, leciutko owijam dwukrotnie, potem zaciskam pętelkę, poprawiam położenie skrzydełka i kilkakrotnie mocno owijam to samo miejsce, mocno przytwierdzając skrzydełko. Pióro to ma te właciwoci, że "samo staje"... Prezent od natury dla początkujących wi?zaczy. Obcinam pozostałe kłaczki i kilkoma owinięciami przygotowuję pole operacyjne do formowania główki. 
Krok 8. Formowanie i żywicowanie główki. Główkę radzę formować z flossa lub Uni-Nylonu, bowiem uformowanie jej z nici wiod?cej wymaga nadzwyczajnej wprawy (pojedyncza nić często się zelizguje w kolejnych zwojach i psuje cały efekt pracy). Składający się z wielu włókien floss zapobiega takim nieszczęliwym wypadkom. Utrwalam i wykańczam główkę moimi miksturami Loona albo szelakiem, doklejam kupione w sklepie muchowym oczka. 
Ja wszędzie, gdzie mogę, to oczka doklejam, bo mucha, wobler, każde byle co od razu nabiera wyrazu. Proszę spojrzeć na tego łysego bidula w prawym górnym rogu i proszę porównać z zalanym żywicą łebkiem poniżej... No i mucha gotowa na galowym tle...  Autor: Jacek Jóżwiak www.wedkowanie.org |